[Pamiętnik] 5. Nadzieja potrafi być zgubna

Ta część pamiętnika jest o zgubnej nadziei, która potrafi wpakować człowieka w niemiłe zdarzenia.
Zostałem zaproszony na pojedynczą sesję do grupy, w której kiedyś grałem ok. rok czasu. I spodziewałem się (po tłumaczeniu MG) całkiem przyjemnej sesji.

The Shadow of Yesterday TSoY

Łącznie osób było 4 ( w tym MG).
Mistrz gry prowadził już od paru lat, Ja oraz Maciek też mieliśmy już długi kontakt z rpg ( z tym, że maciek głównie grał w grupie, w której gościnnie zagrałem podczas tej sesji).
Oprócz nas był jeszcze drugi Maciek, raczej nowicjusz, ale z tego co wiem, miał za sobą przynajmniej rok grania (dnd i wfrp).
Dla uproszczenia, drugiego Maćka wyróżnię za pomocą literki „N”.

Świat to Niedaleka Przyszłość, Ziemia jest dość mocno zniszczona po wojnie nuklearnej, do władzy doszły rodziny „mafijne” wspomagane przez megakorporacje. Skolonizowano księżyc oraz marsa. Takie wesołe S-F, gdzie sesje zwykle polegają na rozwaleniu czegoś, zabicie kogoś itp. (przynajmniej tak to wyglądało jak kiedyś z nimi grałem).

Na sesji mieliśmy wcielić się w elitarny oddział najemników modyfikowanych genetycznie z najbardziej zaawansowanym sprzętem dostępnym na rynku (bez jakiś eksperymentalnych zabawek).
Tutaj muszę mocno zaznaczyć: Ze słów Mg wynikało dla mnie, że to MY jesteśmy elitą i idziemy kosić tych drugich. Niestety, moje wyobrażenie zupełnie rozminęło się z tym co było na sesji.

Tworzenie postaci było bardzo przyjemne, bo MG dał nam kupę punktów na zrobienie postaci.
Ja wybrałem maks zcyborgizowanego szturmowca, Maciek snajpera a MaciekN operatora małego mecha.
Dostałem ponoć fajny karabinek, kupę wszczepów (Mg nie liczył ile kosztują, tylko pakował mi we wszystkie wolne sloty). Tak, byłem podekscytowany wizją napierdzielania we wroga jak w kaczki.
O charakterach postaci trudno coś powiedzieć, nikomu nie zależało aby podkreślać takie rzeczy, a nawet jeżeli, to nie wychodziło to wyraźnie podczas gry.

Misja okazała się być eskortowaniem ważnego ambasadora na miejsce spotkanie z kimś bardzo ważny, Dotarliśmy na jakiś samotny posterunek, który był zupełnie pusty. Pobawiliśmy się nieco klimatem (nawoływania poprzez radio, powolny rekonesans, czajenie się przy rogach) na czym upłynęła przynajmniej godzina, po czym okazało się, że nic tutaj nie ma i jedziemy dalej.

Od tej pory mieliśmy ostrą przeprawę z wrogiem. Podczas pierwszej walki, udało mi się zrobić pierwszą (ostatnią) rzecz, z której byłem zadowolony:
Chroniłem ambasadora wewnątrz pojazdu, odjeżdżając z nim od terenu walki. Coś latającego wpadło na dach, a ja najpierw wywaliłem ambasadora przez przednią szybę a dopiero potem rozpocząłem walkę. Padłem praktycznie na starcie. No cóż, tłumaczyłem to sobie, że to był jakiś napakowany przeciwnik, dalej będę bardziej ostrożny.

Miała później nieprzyjemna sytuacja podczas ataku na okopy wroga (Naprawdę, mniejsza z tym dlaczego atakowaliśmy okopy wroga, to było konieczne aby pójść dalej). Moja szarża prawie zakończyła się moją śmiercią. Okazało się, że w tej grze, niezależnie czy mam czy nie mam grubego pancerza na sobie, super szybkości, oraz dopalaczy w nogach, to takie rzeczy kończą się źle.
Usprawiedliwione to zostało tym, że to napakowani kolesie z dobrą bronią.

Zapaliła mi się czerwona lampka ostrzegawcza. Zaczynałem być głodny, ale byłem z tym pragnieniem sam. Kiedy poszedłem do sklepu, ten okazał się być zamknięty. Ostatni autobus pojechał. Na piechotę miałem 20 minut, co wtedy wydało mi się sporym kawałkiem drogi w ciemności więc wróciłem na sesję.

Miałem nadzieje, że będzie lepiej.
W okolicach kiedy wróciłem, okazało się, że odnaleźliśmy bardzo ważną osobę, która była napakowanym (bardziej niż my) super wojownikiem.
Reszta sesji wygląda następująco: Przysypiając słyszę, że NPC robi wszystko to co my, ale znacznie lepiej, szybciej i efektowniej.
Mg litował się nade mną (normlanie łaskę mi robił), dzięki czemu odnaleźliśmy stację naprawczą, gdzie udało się mnie naprawić. Nie wiem po co, bo:
Ostatnia bitwa, wyglądała tak, że MG podekscytowany opisywał i opisywał otoczenie i potwory (które już dostały opis wcześniej, ale tutaj było lepsze światło, ekhm, albo coś tam), a na moją prośbę, aby już skończył bo przecież już je wcześniej opisał odpowiedział:
„Mógłbyś przynajmniej udawać, że interesuje Cię to co opowiadam”

NPC w super hiper ataku (którego działanie MG wytłumaczył nam po sesji) rozwalił wielkiego mechanicznego skorpiona.
Teraz uwaga: Moja postać nie mogła się pobawić, pokozakować.
Natomiast postać MG, biegała z karabinem w jednej ręce a mieczem w drugiej, i załatwiał przeciwników w biegu. Minusy? Tak, dostawał za to, ale przecież nie po to miał takie duże staty, żeby się przejmować.
I jeszcze zdjął bossa. Wtedy (ożywiłem się na myśl, że to już koniec) zacząłem się zastanawiać, po co na tej sesji byliśmy potrzebni MG, bo przecież to npc zdejmował wszystkich i to on najwięcej opisywał. Chyba potrzebował słuchaczy.
Sesja skończyła się po 10 godzinach, a ja zostałem podwieziony do domu przez mamę MarkaN.
W sumie dałem się skatować na własne życzenie. Reszta graczy była zadowolona z sesji, natomiast ja uznałem ją za najgorszą sesją na jakiej kiedykolwiek byłem.

Jakieś wnioski, pytania lub sugestie?

Reklamy

4 uwagi do wpisu “[Pamiętnik] 5. Nadzieja potrafi być zgubna

  1. Witam!

    Cykl wpisów [Pamiętnik 1-5] jest świetny. Gratuluje pomysłu i wykonania. Szczególnie przypadła mi do gustu konstrukcja wpisów (wprowadzenie – przykłady – końcowe uogólnienia).

    Słusznie zwracasz uwagę na istotne kwestie w rpg. Z kilku rad na pewno skorzystam w najbliższym czasie.

    Zachęcam do kolejnych wpisów.

    Pozdrawiam i życzę udanych sesji Adr

  2. Hej, może w takim razie, skoro na coś Ci się te wpisy przydały, to napiszesz podobny z nadchodzącej/cych sesji?

    Zamieścić możesz np. na indie.go.pl (po uprzednim zarejestrowaniu się).

  3. Darken, to ty nie wiesz, że sesje a’la „karczma” zawsze się kończą barwnym opisem działań czyszczących NPC? Jeżeli sesja nastawia się tylko na rozwałkę trudno liczyć na wyrozumiałość MG. On przecież też chce sobie powalczyć. A jak Ciebie już rozwalił to musiał jakoś pociągnąć resztę. Oczywiście żartuję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s